Przejdź do menu głównego | Przejdź do treści | Przejdź do wyboru wielkości czcionki | Przejdź do mapy strony | Przejdź do osób | Przejdź do wiadomości | Przejdź do wydarzeń | Przejdź do instytucji | Przejdź do wyszukiwarki wydarzeń |

WPEK
E-mail Facebook

Kształcenie kulturowe w gimnazjum
Młody człowiek, gimnazjalista, piętnastolatek – to najbardziej niezwykły i fascynujący partner do współpracy. W tym jednym zdaniu zamyka się cała moja zawodowa przygoda. Czytam mnóstwo przerażających informacji o biednym pokoleniu, które nie czyta, nie skupia się, serfuje w rzeczywistości tak samo jak w internecie, nie gromadzi informacji i jest wrogo nastawione do szkoły. Czytam i zgadzam się. Tak jest. Prawie, bo uczeń, którego spotykam codziennie nie czyta tego, co chcielibyśmy, żeby czytał, nie skupia się na zadaniach i czynnościach, które nie wydają mu się ważne, serfuje w rzeczywistości, bo rzeczywistość w swej zmiennej i niestabilnej formie nie pozwala mu zostać gdzieś na dłużej, nie gromadzi informacji, bo mając nieograniczony do nich dostęp, nie widzi sensu ich gromadzenia i wreszcie – jest wrogo nastawiony do szkoły, bo szkoła widzi w nim wroga.

Współczesna edukacja nie współpracuje, ale wyzywa ucznia na pojedynek. Szkoła to system licznych kar i nielicznych nagród, to wyścig, komu uda się zdobyć więcej punktów i biada temu, kto do wyścigu nie ma ochoty lub siły stanąć. Oczywiście, i dla niego jest miejsce w szkole, zostaje otoczony
wsparciem o nazwie „system naprawczy”. Drodzy dorośli – nie chcielibyście siedzieć dziś w szkolnych ławkach! Jak nigdy dotąd, ten powszechnie już znany, pas transmisyjny wiedzy płynący od nauczyciela do ucznia – nie był tak bardzo chybiony. „Mózgi uczniów bez udziału świadomości wyłapują z otoczenia wszystko to, co nowe, zaskakujące, intrygujące lub przydatne. Kierują się przy tym własnymi subiektywnymi kryteriami. Uwaga uczniów automatycznie zanika, gdy omawiane zagadnienia ocenione zostają przez układ limbiczny jako mało istotne, nie wnoszące nic nowego i nie wymagające wyjaśnień. Wyłączają one tzw. detektor nowości”.

Wygląda, więc na to, że szkoła powinna być dla naszych dzieci najlepszym i najbardziej stymulującym miejscem, a nasze prywatne doświadczenia pokazują, że niestety tak nie jest.

Więcej w artykule do pobrania w prawej kolumnie.